piątek, 21 lutego 2014

Nice To Meet You

Pomyślałam, że mogłabym powiedzieć wam coś o sobie, nie tylko ze strony mojego życia za granicą, ale z bardziej prywatnej strony, tej, która ciągle jest taka sama :)

Mam na imię Sara. Przez ten wymysł mojego taty całą podstawówkę zmagałam się ze stwierdzeniem, że jest to imię dla psa, bardzo mi było miło :))))) Hmm, dokładnie w kwietniu skończę 15 lat, moim miastem rodzinnym jest Wałbrzych. Zanim przeprowadziłam się tutaj, chodziłam do najlepszego gimnazjum w mieście. W sumie to w okolicy lepszego też by się nie znalazło... jednak musieliśmy nosić mundurki, a raczej czerwoną, kraciastą spódnice i granatowy worek z rękawami. Mimo poziomu szkoły nie byłam kujonem, nigdy się nie uczyłam, a jednak skończyłam rok z zadowalającą średnią (mnie zadowoliła).
Zawsze byłam osobą nieśmiałą, krępuje, sie przy obcych, wolę siedzieć cicho, bo boje się, że powiem coś nieodpowiedniego. Gdy muszę wystąpić przed klasą, mam w brzuchu motyle, pocą mi się dłonie, jąkam się i zapominam tekstu. Jak się domyślacie, ciężko było mi z dopasowaniem się do otoczenia, jednak nie aż tak bardzo, jak tutaj w Belgii. Miałam kilku przyjaciół, z którymi się trzymałam i to mi wystarczyło.
Och mamo, to wygląda jak jakiś pamiętnik... Ok, dalej.
Czym się pasjonuję... Rysunek, tak, to zdecydowanie moje hobby. "Specjalizuję" się w portretach. Portretuję ołówkiem, markerem, kredką, na zwykłym papierze, na papierze do farb. Portret, portret, portret, portret.
Uwielbiam też czytać książki, ale nie zawsze tak było, dopiero dwa lata temu dostrzegłam magię literatury :) Moja ulubiona powieść to zdecydowanie "Szeptem", po prostu kocham tę książkę, mogłabym ją czytać z tysiąc razy i nadal by mnie wzruszyła.
Jest też muzyka, nie mogę nazwać jej moją pasją, bo nie gram na żadnym instrumencie i nie śpiewam. Muzyka jest dla mnie bardziej czymś w rodzaju ucieczki od rzeczywistości, odcięcia się od świata, od problemów. Jak dla większości ludzi zresztą.
Jestem samotnikiem. Owszem, potrzebuję kogoś obok mnie, ale nie bez przerwy. Towarzystwo to coś, czego nie potrzebuję w nadmiarze. Przerwy wolę spędzać na uboczu ze słuchawkami w uszach, niż na siłę pchać się do jakiejś konwersacji. Lubię spokój. Mam też drugą stronę. Kiedy tylko pojawiają się moi przyjaciele zamieniam się w typową nastolatkę z nieustającą głupawką i zamiłowaniem do wygłupów. Tego mi tutaj brakuje. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz śmiałam się dłużej, niż dwie minuty. Smutne, nie?
Co jeszcze o mnie... Noszę okulary, tak, jestem ślepa niczym kret xD. Jestem szatynką, mam zielone oczy, nieco krzywe zęby i mega małe dłonie i stopy :D Nie należę do osób wysokich, mam nieco mniej niż 1,70m i trochę kompleksów na punkcie mojej wagi. Chodzę w glanach i poszarpanych jeans'ach. Rękawy od kurtki zawsze mam naciagnięte na dłonie i wyglądam jak taki obdarciuch, mówiłam wam, że się wyróżniam? Nienawidzę mieć rozpuszczonych włosów, więc zawsze mam upiętego koka lub kitkę. Moim ulubionym daniem zdecydowanie jest spaghetti i ubóstwiam pizzę hawajską. Kocham kolor fioletowy i szary, razem są jeszcze piękniejsze, niż osobno *-* Marzę, by odwiedzić Londyn i zobaczyć Arctic Monkeys na żywo + chciałabym spędzić wakacje na Malediwach *u*. Ogólnie to prowadzę nudne życie, nie mam przyjaciół i ciągle siedzę w domu. Żyło mi się przyjemniej w Polsce. Nie wiem co moge jeszcze o sobie powiedzieć, chyba nic. Może jeszcze dorzucę, że mam starszego brata i kocham grać na PSP xD. To już chyba wszystko... A tak żebyście mogli ujrzeć me pełne wdzięku oblicze, łapcie moje zdjęcie, haha, tak naprawdę się dla was poświęcam, bo nienawidzę robić sobie zdjęć ;)

Powracam :D

Ok, dawno mnie tu nie było, ale przez pewien czas nie było w sumie o czym pisać... Ale teraz jestem i mam zamiar opowiedzieć wam, co działo się przez ostatnie tygodnie :D

A więc tak, w naszej klasie są kolejni nowi uczniowie, rodzeństwo ze Słowacji, cóż... nie przypadli mi do gustu. Wiem, że to niezbyt kulturalne, ale ich zapach trochę mnie zniechęcił, albo może bardziej odrzucił. Przepraszam, hahaha, to było nie na miejscu xD.
Hmm, wczoraj po raz kolejny odwiedziliśmy miejską bibliotekę, w sumie nic specjalnego. Jak dla mnie ta biblioteka jest jakaś taka dziwna, taka... nowoczesna, nie ma w niej tego książkowego klimatu, nie pachnie tam kurzem i starym tuszem. Nie jest to jedno z moich ulubionych miejsc. Zbliżają się też święta Wielkanocne, więc staż także zbliża się wielkimi krokami. Jestem taka podekscytowana omshdjwdjfjojow *-*
Niedawno były walentynki i wiecie co? Jestem jedyną dziewczyną w klasie, która dostała prezent, hahah, lol, jestem taka coooool, haha xD Oczywiście musieliśmy też słuchać na lekcji głupich piosenek o miłości po niderlandzku i rozmawiać o krepujących rzeczach, to takie typowe. Muszę wam się też pochwalić, że systematycznie chodzę na fitness i w miarę systematycznie na badminton, jestem z siebie taka dumna, ahh... :D

Tak się składa, że od marca mam tygodniowe 'ferie' i z tej oto okazji, po pół roku nieobecności, odwiedzę Polskę!! Wooohoo!! Tsa... chyba jestem jedyną osobą, która się cieszy, nawet nie wiem, czy ktoś będzie miał czas i ochotę, żeby się ze mną spotkać. Ugh, przeprowadzki są okrutne. Co przez nią zyskałam? Tylko przyszłość, o której wcale nie spieszy mi się myśleć.Co przez nią straciłam? Och, no w sumie nic, tylko przyjaciół, kontakt z rodziną, super szkołę, dawny humor, nie, przepraszam, dawną siebie. Takie nic, prawda? Ehh... Nie mam na to żadnego wpływu, chyba muszę to wszystko w końcu zaakceptować.


Ale oprócz mojego wyżalania się, chciałam wam pokazać ciekawe, warte odwiedzenia miejsca w Belgii :)


Gent, jedno z większych miast, sądzę, że również jedno z ładniejszych. Jeżeli kiedyś odwiedzicie Belgię, powinniście tam zajrzeć :)

Antwerpia! Ogromne miasto. Myślę, że możecie sami je ocenić, mi brakuje słów (jak się domyślacie, nie są to moje zdjęcia, ale w Antwerpii byłam i na żywo wygląda to jeszcze lepiej).




Jeżeli miałabym porównywać Brugge, do jakiegoś polskiego miasta, mógłby to być Gdańsk. Stare kamieniczki, piękne budowle z czasu renesansu. W tym mieście możemy spotkać wiele, wiele, wiele sklepów z oryginalną, belgiską czekoladą, którą mogłabym jeść kilogramami. Byłam tam już kilka razy i uwielbiam to miasto.



Oostende to nadmorskie miasto idealne dal fanów żeglugi oraz... ZAKUPÓW!!! Kilka metrów od plaży znajduje się rynek, a każda uliczka odchodząca od niego jest wypełniona butikami. Znajdziecie tam małe sklepy, ale także te znane na całym świecie! Tak, to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc :)




Bruksela, no bo jak mogłoby jej tu zabraknąć. Jednak Tutaj do zobaczenia jest tylko rynek, czyli w sumie kwadratowe pole z pięknymi, starymi budynkami. W dalszych zakątkach roi się od mafii i ekhm prostytutek :)))))





To byłoby na tyle. Dam sobie głowę uciąć, że jest wiele innych, wartych wspomnienia miast w Belgii, jednak nie przyszło mi ich odwiedzić, więc niestety, ale ich kwestię przemilczę :)

A więc tak to wygląda. Kolejny nudny miesiąc w jeszcze nudniejszej BE. Nic się nie dzieje i najwyraźniej nie ma zamiaru, także do następnego :)

Pomyślałam,że mogę dodać tu link do mojego tt :) Miłego dnia wszystkim i niektórym również udanych ferii ♥

środa, 5 lutego 2014

Przyspieszamy

Nie było mnie od dłuższego czasu, ale uwierzcie, że trochę się ostatnio dzieje.

Zacznijmy od tego, że nieubłaganie zbliża się staż w normalnej, belgijskiej szkole, z normalnymi, belgijskimi dziećmi (nad ich normalnością bym się jednak zastanowiła).
Wszystko zacznie się w kwietniu, zaraz po przerwie wielkanocnej. Teraz mamy wybrać sobie to, co chcielibyśmy robić w życiu, co z tego, że ja nawet nie wiem, co chciałabym robić jutro po szkole, przecież to nieistotne :)))).
Wczoraj wielka i wspaniałomyślna ekipa OKAN, postanowiła zorganizować spotkanie dla nas i naszych rodziców w sprawie tego oto wyboru.
Według moich "wyliczeń" wynika, że najlepiej byłoby pójść w kierunku ekonomii. Nadal nie mogę uwierzyć, że w tym dziwnym kraju to 12-latki mają wybierać sobie kierunek, mamusiu. Wracając, wybrałam ekonomię, okay, tylko... co dalej? Właśnie, tu nadchodzi drugi czas wyboru - albo idę na ASO, gdzie jest od cholery teorii i (prawdopodobnie) bardzo trudny materiał. Ale mogę też pójść na TSO, tam jest teoria + praktyka, czyli w sumie trochę łatwiejszy poziom. Tylko znów jeżeli idę na ASO idę na 2 rok (w przeliczeniu to jakby nasza 1 klasa gim.), a na TSO idę na trzeci rok, czyli przepaść wiekowa między mną, a resztą klasy nie jest tak duża. Po rozmowie z rodzicami, mam ambicję na trzeci rok... ale ASO. W końcu byłam w mega wymagającej szkole, a Belgowie to niezbyt inteligentny naród, więc czemu by nie spróbować? W końcu to tylko staż.

Boże, jakie to jest pogmatwane, ciągle nie dociera, że musiałabym wybierać takie rzeczy w wieku 12 lat.

Haha, ale to jeszcze nie koniec! W związku z tym, że moim hobby jest rysowanie, zaproponowano mi KSO, gdzie chodzi o ogólne pojęcie sztuki.
Jedak mam jeszcze trochę oleju w głowie odrzuciłam tą decyzję... w sumie od razu. Ok, ważne jest, żeby robić w życiu coś, co się kocha, ale szkoły nikt nie lubi, ale jakoś tam łazimy, do tego nie ciągnie mnie do bycia rysownikiem spod mostu.

Jeżeli chodzi o porównanie polskiej szkoły z belgijską, polska jest dużo bardziej przystosowana do młodych ludzi. Mamy podstawówkę - uogólnioną, gimnazjum - uogólnione i dopiero kiedy, no cóż, jesteśmy bardziej dojrzali, obieramy jakiś bardziej konkretny kierunek. A tu, dzieciak, który bawi się jeszcze lalkami barbie i samochodzikami ma wybierać sobie zawód czy specjalizację. PORYPANE. Żałuję, że nie mogę kończyć szkoły w Polsce.

Ale, żeby nie było tak nudno, MAMY NOWYCH UCZNIÓW W KLASIE!!!! WOOHOOO!!! w sensie, będziemy mieć :) Od piątku zaczyna chyba Włoch, a od nie wiem kiedy rodzeństwo ze Słowacji (bardzo możliwe, że na odwrót).

Byliśmy też w muzeum, braaaaardzo ciekawym, jakbyście chcieli wiedzieć, naprawdę, było super :)))))

I jeszcze jedno, w marcu jadę na kilka dni do Polski, OMG, haha, czyli, że to już będzie pół roku, jak mnie tam nie ma, wooow...
Także w sumie to już wszystko, a co tam u Was? Jak tam w drugim półroczu? :)