Pomyślałam, że mogłabym powiedzieć wam coś o sobie, nie tylko ze strony mojego życia za granicą, ale z bardziej prywatnej strony, tej, która ciągle jest taka sama :)
Mam na imię Sara. Przez ten wymysł mojego taty całą podstawówkę zmagałam się ze stwierdzeniem, że jest to imię dla psa, bardzo mi było miło :))))) Hmm, dokładnie w kwietniu skończę 15 lat, moim miastem rodzinnym jest Wałbrzych. Zanim przeprowadziłam się tutaj, chodziłam do najlepszego gimnazjum w mieście. W sumie to w okolicy lepszego też by się nie znalazło... jednak musieliśmy nosić mundurki, a raczej czerwoną, kraciastą spódnice i granatowy worek z rękawami. Mimo poziomu szkoły nie byłam kujonem, nigdy się nie uczyłam, a jednak skończyłam rok z zadowalającą średnią (mnie zadowoliła).
Zawsze byłam osobą nieśmiałą, krępuje, sie przy obcych, wolę siedzieć cicho, bo boje się, że powiem coś nieodpowiedniego. Gdy muszę wystąpić przed klasą, mam w brzuchu motyle, pocą mi się dłonie, jąkam się i zapominam tekstu. Jak się domyślacie, ciężko było mi z dopasowaniem się do otoczenia, jednak nie aż tak bardzo, jak tutaj w Belgii. Miałam kilku przyjaciół, z którymi się trzymałam i to mi wystarczyło.
Och mamo, to wygląda jak jakiś pamiętnik... Ok, dalej.
Czym się pasjonuję... Rysunek, tak, to zdecydowanie moje hobby. "Specjalizuję" się w portretach. Portretuję ołówkiem, markerem, kredką, na zwykłym papierze, na papierze do farb. Portret, portret, portret, portret.
Uwielbiam też czytać książki, ale nie zawsze tak było, dopiero dwa lata temu dostrzegłam magię literatury :) Moja ulubiona powieść to zdecydowanie "Szeptem", po prostu kocham tę książkę, mogłabym ją czytać z tysiąc razy i nadal by mnie wzruszyła.
Jest też muzyka, nie mogę nazwać jej moją pasją, bo nie gram na żadnym instrumencie i nie śpiewam. Muzyka jest dla mnie bardziej czymś w rodzaju ucieczki od rzeczywistości, odcięcia się od świata, od problemów. Jak dla większości ludzi zresztą.
Jestem samotnikiem. Owszem, potrzebuję kogoś obok mnie, ale nie bez przerwy. Towarzystwo to coś, czego nie potrzebuję w nadmiarze. Przerwy wolę spędzać na uboczu ze słuchawkami w uszach, niż na siłę pchać się do jakiejś konwersacji. Lubię spokój. Mam też drugą stronę. Kiedy tylko pojawiają się moi przyjaciele zamieniam się w typową nastolatkę z nieustającą głupawką i zamiłowaniem do wygłupów. Tego mi tutaj brakuje. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz śmiałam się dłużej, niż dwie minuty. Smutne, nie?
Co jeszcze o mnie... Noszę okulary, tak, jestem ślepa niczym kret xD. Jestem szatynką, mam zielone oczy, nieco krzywe zęby i mega małe dłonie i stopy :D Nie należę do osób wysokich, mam nieco mniej niż 1,70m i trochę kompleksów na punkcie mojej wagi. Chodzę w glanach i poszarpanych jeans'ach. Rękawy od kurtki zawsze mam naciagnięte na dłonie i wyglądam jak taki obdarciuch, mówiłam wam, że się wyróżniam? Nienawidzę mieć rozpuszczonych włosów, więc zawsze mam upiętego koka lub kitkę. Moim ulubionym daniem zdecydowanie jest spaghetti i ubóstwiam pizzę hawajską. Kocham kolor fioletowy i szary, razem są jeszcze piękniejsze, niż osobno *-* Marzę, by odwiedzić Londyn i zobaczyć Arctic Monkeys na żywo + chciałabym spędzić wakacje na Malediwach *u*. Ogólnie to prowadzę nudne życie, nie mam przyjaciół i ciągle siedzę w domu. Żyło mi się przyjemniej w Polsce. Nie wiem co moge jeszcze o sobie powiedzieć, chyba nic. Może jeszcze dorzucę, że mam starszego brata i kocham grać na PSP xD. To już chyba wszystko... A tak żebyście mogli ujrzeć me pełne wdzięku oblicze, łapcie moje zdjęcie, haha, tak naprawdę się dla was poświęcam, bo nienawidzę robić sobie zdjęć ;)
newlife
piątek, 21 lutego 2014
Powracam :D
Ok, dawno mnie tu nie było, ale przez pewien czas nie było w sumie o czym pisać... Ale teraz jestem i mam zamiar opowiedzieć wam, co działo się przez ostatnie tygodnie :D
A więc tak, w naszej klasie są kolejni nowi uczniowie, rodzeństwo ze Słowacji, cóż... nie przypadli mi do gustu. Wiem, że to niezbyt kulturalne, ale ich zapach trochę mnie zniechęcił, albo może bardziej odrzucił. Przepraszam, hahaha, to było nie na miejscu xD.
Hmm, wczoraj po raz kolejny odwiedziliśmy miejską bibliotekę, w sumie nic specjalnego. Jak dla mnie ta biblioteka jest jakaś taka dziwna, taka... nowoczesna, nie ma w niej tego książkowego klimatu, nie pachnie tam kurzem i starym tuszem. Nie jest to jedno z moich ulubionych miejsc. Zbliżają się też święta Wielkanocne, więc staż także zbliża się wielkimi krokami. Jestem taka podekscytowana omshdjwdjfjojow *-*
Niedawno były walentynki i wiecie co? Jestem jedyną dziewczyną w klasie, która dostała prezent, hahah, lol, jestem taka coooool, haha xD Oczywiście musieliśmy też słuchać na lekcji głupich piosenek o miłości po niderlandzku i rozmawiać o krepujących rzeczach, to takie typowe. Muszę wam się też pochwalić, że systematycznie chodzę na fitness i w miarę systematycznie na badminton, jestem z siebie taka dumna, ahh... :D
Tak się składa, że od marca mam tygodniowe 'ferie' i z tej oto okazji, po pół roku nieobecności, odwiedzę Polskę!! Wooohoo!! Tsa... chyba jestem jedyną osobą, która się cieszy, nawet nie wiem, czy ktoś będzie miał czas i ochotę, żeby się ze mną spotkać. Ugh, przeprowadzki są okrutne. Co przez nią zyskałam? Tylko przyszłość, o której wcale nie spieszy mi się myśleć.Co przez nią straciłam? Och, no w sumie nic, tylko przyjaciół, kontakt z rodziną, super szkołę, dawny humor, nie, przepraszam, dawną siebie. Takie nic, prawda? Ehh... Nie mam na to żadnego wpływu, chyba muszę to wszystko w końcu zaakceptować.
Ale oprócz mojego wyżalania się, chciałam wam pokazać ciekawe, warte odwiedzenia miejsca w Belgii :)
Gent, jedno z większych miast, sądzę, że również jedno z ładniejszych. Jeżeli kiedyś odwiedzicie Belgię, powinniście tam zajrzeć :)
Antwerpia! Ogromne miasto. Myślę, że możecie sami je ocenić, mi brakuje słów (jak się domyślacie, nie są to moje zdjęcia, ale w Antwerpii byłam i na żywo wygląda to jeszcze lepiej).
Jeżeli miałabym porównywać Brugge, do jakiegoś polskiego miasta, mógłby to być Gdańsk. Stare kamieniczki, piękne budowle z czasu renesansu. W tym mieście możemy spotkać wiele, wiele, wiele sklepów z oryginalną, belgiską czekoladą, którą mogłabym jeść kilogramami. Byłam tam już kilka razy i uwielbiam to miasto.
Oostende to nadmorskie miasto idealne dal fanów żeglugi oraz... ZAKUPÓW!!! Kilka metrów od plaży znajduje się rynek, a każda uliczka odchodząca od niego jest wypełniona butikami. Znajdziecie tam małe sklepy, ale także te znane na całym świecie! Tak, to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc :)
Bruksela, no bo jak mogłoby jej tu zabraknąć. Jednak Tutaj do zobaczenia jest tylko rynek, czyli w sumie kwadratowe pole z pięknymi, starymi budynkami. W dalszych zakątkach roi się od mafii i ekhm prostytutek :)))))
To byłoby na tyle. Dam sobie głowę uciąć, że jest wiele innych, wartych wspomnienia miast w Belgii, jednak nie przyszło mi ich odwiedzić, więc niestety, ale ich kwestię przemilczę :)
A więc tak to wygląda. Kolejny nudny miesiąc w jeszcze nudniejszej BE. Nic się nie dzieje i najwyraźniej nie ma zamiaru, także do następnego :)
Pomyślałam,że mogę dodać tu link do mojego tt :) Miłego dnia wszystkim i niektórym również udanych ferii ♥
A więc tak, w naszej klasie są kolejni nowi uczniowie, rodzeństwo ze Słowacji, cóż... nie przypadli mi do gustu. Wiem, że to niezbyt kulturalne, ale ich zapach trochę mnie zniechęcił, albo może bardziej odrzucił. Przepraszam, hahaha, to było nie na miejscu xD.
Hmm, wczoraj po raz kolejny odwiedziliśmy miejską bibliotekę, w sumie nic specjalnego. Jak dla mnie ta biblioteka jest jakaś taka dziwna, taka... nowoczesna, nie ma w niej tego książkowego klimatu, nie pachnie tam kurzem i starym tuszem. Nie jest to jedno z moich ulubionych miejsc. Zbliżają się też święta Wielkanocne, więc staż także zbliża się wielkimi krokami. Jestem taka podekscytowana omshdjwdjfjojow *-*
Niedawno były walentynki i wiecie co? Jestem jedyną dziewczyną w klasie, która dostała prezent, hahah, lol, jestem taka coooool, haha xD Oczywiście musieliśmy też słuchać na lekcji głupich piosenek o miłości po niderlandzku i rozmawiać o krepujących rzeczach, to takie typowe. Muszę wam się też pochwalić, że systematycznie chodzę na fitness i w miarę systematycznie na badminton, jestem z siebie taka dumna, ahh... :D
Tak się składa, że od marca mam tygodniowe 'ferie' i z tej oto okazji, po pół roku nieobecności, odwiedzę Polskę!! Wooohoo!! Tsa... chyba jestem jedyną osobą, która się cieszy, nawet nie wiem, czy ktoś będzie miał czas i ochotę, żeby się ze mną spotkać. Ugh, przeprowadzki są okrutne. Co przez nią zyskałam? Tylko przyszłość, o której wcale nie spieszy mi się myśleć.Co przez nią straciłam? Och, no w sumie nic, tylko przyjaciół, kontakt z rodziną, super szkołę, dawny humor, nie, przepraszam, dawną siebie. Takie nic, prawda? Ehh... Nie mam na to żadnego wpływu, chyba muszę to wszystko w końcu zaakceptować.
Ale oprócz mojego wyżalania się, chciałam wam pokazać ciekawe, warte odwiedzenia miejsca w Belgii :)
Gent, jedno z większych miast, sądzę, że również jedno z ładniejszych. Jeżeli kiedyś odwiedzicie Belgię, powinniście tam zajrzeć :)
Antwerpia! Ogromne miasto. Myślę, że możecie sami je ocenić, mi brakuje słów (jak się domyślacie, nie są to moje zdjęcia, ale w Antwerpii byłam i na żywo wygląda to jeszcze lepiej).
Jeżeli miałabym porównywać Brugge, do jakiegoś polskiego miasta, mógłby to być Gdańsk. Stare kamieniczki, piękne budowle z czasu renesansu. W tym mieście możemy spotkać wiele, wiele, wiele sklepów z oryginalną, belgiską czekoladą, którą mogłabym jeść kilogramami. Byłam tam już kilka razy i uwielbiam to miasto.
Oostende to nadmorskie miasto idealne dal fanów żeglugi oraz... ZAKUPÓW!!! Kilka metrów od plaży znajduje się rynek, a każda uliczka odchodząca od niego jest wypełniona butikami. Znajdziecie tam małe sklepy, ale także te znane na całym świecie! Tak, to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc :)
Bruksela, no bo jak mogłoby jej tu zabraknąć. Jednak Tutaj do zobaczenia jest tylko rynek, czyli w sumie kwadratowe pole z pięknymi, starymi budynkami. W dalszych zakątkach roi się od mafii i ekhm prostytutek :)))))
To byłoby na tyle. Dam sobie głowę uciąć, że jest wiele innych, wartych wspomnienia miast w Belgii, jednak nie przyszło mi ich odwiedzić, więc niestety, ale ich kwestię przemilczę :)
A więc tak to wygląda. Kolejny nudny miesiąc w jeszcze nudniejszej BE. Nic się nie dzieje i najwyraźniej nie ma zamiaru, także do następnego :)
Pomyślałam,że mogę dodać tu link do mojego tt :) Miłego dnia wszystkim i niektórym również udanych ferii ♥
środa, 5 lutego 2014
Przyspieszamy
Nie było mnie od dłuższego czasu, ale uwierzcie, że trochę się ostatnio dzieje.
Zacznijmy od tego, że nieubłaganie zbliża się staż w normalnej, belgijskiej szkole, z normalnymi, belgijskimi dziećmi (nad ich normalnością bym się jednak zastanowiła).
Wszystko zacznie się w kwietniu, zaraz po przerwie wielkanocnej. Teraz mamy wybrać sobie to, co chcielibyśmy robić w życiu, co z tego, że ja nawet nie wiem, co chciałabym robić jutro po szkole, przecież to nieistotne :)))).
Wczoraj wielka i wspaniałomyślna ekipa OKAN, postanowiła zorganizować spotkanie dla nas i naszych rodziców w sprawie tego oto wyboru.
Według moich "wyliczeń" wynika, że najlepiej byłoby pójść w kierunku ekonomii. Nadal nie mogę uwierzyć, że w tym dziwnym kraju to 12-latki mają wybierać sobie kierunek, mamusiu. Wracając, wybrałam ekonomię, okay, tylko... co dalej? Właśnie, tu nadchodzi drugi czas wyboru - albo idę na ASO, gdzie jest od cholery teorii i (prawdopodobnie) bardzo trudny materiał. Ale mogę też pójść na TSO, tam jest teoria + praktyka, czyli w sumie trochę łatwiejszy poziom. Tylko znów jeżeli idę na ASO idę na 2 rok (w przeliczeniu to jakby nasza 1 klasa gim.), a na TSO idę na trzeci rok, czyli przepaść wiekowa między mną, a resztą klasy nie jest tak duża. Po rozmowie z rodzicami, mam ambicję na trzeci rok... ale ASO. W końcu byłam w mega wymagającej szkole, a Belgowie to niezbyt inteligentny naród, więc czemu by nie spróbować? W końcu to tylko staż.
Boże, jakie to jest pogmatwane, ciągle nie dociera, że musiałabym wybierać takie rzeczy w wieku 12 lat.
Haha, ale to jeszcze nie koniec! W związku z tym, że moim hobby jest rysowanie, zaproponowano mi KSO, gdzie chodzi o ogólne pojęcie sztuki.
Jedak mam jeszcze trochę oleju w głowie odrzuciłam tą decyzję... w sumie od razu. Ok, ważne jest, żeby robić w życiu coś, co się kocha, ale szkoły nikt nie lubi, ale jakoś tam łazimy, do tego nie ciągnie mnie do bycia rysownikiem spod mostu.
Jeżeli chodzi o porównanie polskiej szkoły z belgijską, polska jest dużo bardziej przystosowana do młodych ludzi. Mamy podstawówkę - uogólnioną, gimnazjum - uogólnione i dopiero kiedy, no cóż, jesteśmy bardziej dojrzali, obieramy jakiś bardziej konkretny kierunek. A tu, dzieciak, który bawi się jeszcze lalkami barbie i samochodzikami ma wybierać sobie zawód czy specjalizację. PORYPANE. Żałuję, że nie mogę kończyć szkoły w Polsce.
Ale, żeby nie było tak nudno, MAMY NOWYCH UCZNIÓW W KLASIE!!!! WOOHOOO!!! w sensie, będziemy mieć :) Od piątku zaczyna chyba Włoch, a od nie wiem kiedy rodzeństwo ze Słowacji (bardzo możliwe, że na odwrót).
Byliśmy też w muzeum, braaaaardzo ciekawym, jakbyście chcieli wiedzieć, naprawdę, było super :)))))
I jeszcze jedno, w marcu jadę na kilka dni do Polski, OMG, haha, czyli, że to już będzie pół roku, jak mnie tam nie ma, wooow...
Także w sumie to już wszystko, a co tam u Was? Jak tam w drugim półroczu? :)
Zacznijmy od tego, że nieubłaganie zbliża się staż w normalnej, belgijskiej szkole, z normalnymi, belgijskimi dziećmi (nad ich normalnością bym się jednak zastanowiła).
Wszystko zacznie się w kwietniu, zaraz po przerwie wielkanocnej. Teraz mamy wybrać sobie to, co chcielibyśmy robić w życiu, co z tego, że ja nawet nie wiem, co chciałabym robić jutro po szkole, przecież to nieistotne :)))).
Wczoraj wielka i wspaniałomyślna ekipa OKAN, postanowiła zorganizować spotkanie dla nas i naszych rodziców w sprawie tego oto wyboru.
Według moich "wyliczeń" wynika, że najlepiej byłoby pójść w kierunku ekonomii. Nadal nie mogę uwierzyć, że w tym dziwnym kraju to 12-latki mają wybierać sobie kierunek, mamusiu. Wracając, wybrałam ekonomię, okay, tylko... co dalej? Właśnie, tu nadchodzi drugi czas wyboru - albo idę na ASO, gdzie jest od cholery teorii i (prawdopodobnie) bardzo trudny materiał. Ale mogę też pójść na TSO, tam jest teoria + praktyka, czyli w sumie trochę łatwiejszy poziom. Tylko znów jeżeli idę na ASO idę na 2 rok (w przeliczeniu to jakby nasza 1 klasa gim.), a na TSO idę na trzeci rok, czyli przepaść wiekowa między mną, a resztą klasy nie jest tak duża. Po rozmowie z rodzicami, mam ambicję na trzeci rok... ale ASO. W końcu byłam w mega wymagającej szkole, a Belgowie to niezbyt inteligentny naród, więc czemu by nie spróbować? W końcu to tylko staż.
Boże, jakie to jest pogmatwane, ciągle nie dociera, że musiałabym wybierać takie rzeczy w wieku 12 lat.
Haha, ale to jeszcze nie koniec! W związku z tym, że moim hobby jest rysowanie, zaproponowano mi KSO, gdzie chodzi o ogólne pojęcie sztuki.
Jedak mam jeszcze trochę oleju w głowie odrzuciłam tą decyzję... w sumie od razu. Ok, ważne jest, żeby robić w życiu coś, co się kocha, ale szkoły nikt nie lubi, ale jakoś tam łazimy, do tego nie ciągnie mnie do bycia rysownikiem spod mostu.
Jeżeli chodzi o porównanie polskiej szkoły z belgijską, polska jest dużo bardziej przystosowana do młodych ludzi. Mamy podstawówkę - uogólnioną, gimnazjum - uogólnione i dopiero kiedy, no cóż, jesteśmy bardziej dojrzali, obieramy jakiś bardziej konkretny kierunek. A tu, dzieciak, który bawi się jeszcze lalkami barbie i samochodzikami ma wybierać sobie zawód czy specjalizację. PORYPANE. Żałuję, że nie mogę kończyć szkoły w Polsce.
Ale, żeby nie było tak nudno, MAMY NOWYCH UCZNIÓW W KLASIE!!!! WOOHOOO!!! w sensie, będziemy mieć :) Od piątku zaczyna chyba Włoch, a od nie wiem kiedy rodzeństwo ze Słowacji (bardzo możliwe, że na odwrót).
Byliśmy też w muzeum, braaaaardzo ciekawym, jakbyście chcieli wiedzieć, naprawdę, było super :)))))
I jeszcze jedno, w marcu jadę na kilka dni do Polski, OMG, haha, czyli, że to już będzie pół roku, jak mnie tam nie ma, wooow...
Także w sumie to już wszystko, a co tam u Was? Jak tam w drugim półroczu? :)
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Zmiany?
Woah, dziś miałam pierwszą lekcję francuskiego. Było... huh... ciężko, haha. Do wszystkich, którzy mają zamiar zabrać się za ten język: NIE RÓBCIE TEGO!! UCIEKAJCIE, PÓKI MACIE CZAS!!!
Te cztery koty z klasy mają cholerne szczęście, że są jeszcze wolne od tego piekielnego monstrum. Zawsze sądziłam, że jest to piękny język i chciałam potrafić mówić po francusku, ale jak teraz o tym myślę, to odpuściłabym sobie tę przyjemność i pominęła etap nauki.
Dziś również postanowiłam zostać w szkole na przerwę obiadową. Postanowiłam, czyli mama powiedziała, że nie chce jej się tak wcześnie gotować obiadu, więc albo dostajemy kanapki do szkoły, albo nie jemy zupełnie nic. Raczej oczywiste co wybrałam. A więc powiem wam, że stołówka jest mega nudna i niefajnie jest obrywać papierkami po kanapkach w głowę od chłopaków z technikum... tsa.
Niestety, będę chyba musiała przywyknąć... Mamo, czemu przestałaś mnie kochać?
Jeżeli mam być szczera, to dzisiejszy dzień nie należał do tych, które warto zapamiętać. Szkoła jak szkoła. Trochę się pogadało, trochę popisało, podobijało. Och, a jak już jesteśmy przy gadaniu, to rozmawiałam z Belindą i chyba zacznę chodzić na fitness, tam tara ram!!! Jestem z siebie taka dumna, ach... Akcja "Sport Na School" (sport po szkole) to jednak nie takie głupie wyjście. Nawet drogie nie jest, 30€ za 4 miesiące. Tylko mama musi teraz pogadać z tatą, także nie 'chyba' będę chodzić a fitness, tylko istnieje możliwość prawdopodobności, że będę chodzić na fitness. Ha ha ha, och tato...
Tak jak mówiłam, nudny dzień, myślę, że jutro będzie działo się trochę więcej, więc do napisania i miłego wieczoru :)
+a tu dorzucam piosenkę, którą może znacie, a jak nie, to na pewno polubicie ;)
Why'd You Only Call Me When You're High?
Te cztery koty z klasy mają cholerne szczęście, że są jeszcze wolne od tego piekielnego monstrum. Zawsze sądziłam, że jest to piękny język i chciałam potrafić mówić po francusku, ale jak teraz o tym myślę, to odpuściłabym sobie tę przyjemność i pominęła etap nauki.
Dziś również postanowiłam zostać w szkole na przerwę obiadową. Postanowiłam, czyli mama powiedziała, że nie chce jej się tak wcześnie gotować obiadu, więc albo dostajemy kanapki do szkoły, albo nie jemy zupełnie nic. Raczej oczywiste co wybrałam. A więc powiem wam, że stołówka jest mega nudna i niefajnie jest obrywać papierkami po kanapkach w głowę od chłopaków z technikum... tsa.
Niestety, będę chyba musiała przywyknąć... Mamo, czemu przestałaś mnie kochać?
Jeżeli mam być szczera, to dzisiejszy dzień nie należał do tych, które warto zapamiętać. Szkoła jak szkoła. Trochę się pogadało, trochę popisało, podobijało. Och, a jak już jesteśmy przy gadaniu, to rozmawiałam z Belindą i chyba zacznę chodzić na fitness, tam tara ram!!! Jestem z siebie taka dumna, ach... Akcja "Sport Na School" (sport po szkole) to jednak nie takie głupie wyjście. Nawet drogie nie jest, 30€ za 4 miesiące. Tylko mama musi teraz pogadać z tatą, także nie 'chyba' będę chodzić a fitness, tylko istnieje możliwość prawdopodobności, że będę chodzić na fitness. Ha ha ha, och tato...
Tak jak mówiłam, nudny dzień, myślę, że jutro będzie działo się trochę więcej, więc do napisania i miłego wieczoru :)
+a tu dorzucam piosenkę, którą może znacie, a jak nie, to na pewno polubicie ;)
Why'd You Only Call Me When You're High?
niedziela, 26 stycznia 2014
Co w BE?
Co można powiedzieć o Belgii? Pewnie jest to pod wieloma aspektami ciekawy i piękny kraj. Cudowne nadmorskie miasta, parlament EU w Brukseli, przepiękne zabytki. Można zachwycać się tym miejscem do woli, ale hej, czy zachwycamy się tym, że mamy Trójmiasto, Pałac Kultury czy Kościół Mariacki na co dzień? Haha, pozwólcie, że odpowiem, otóż N I E!! Nie zwracamy na to nawet najmniejszej uwagi!!
Będąc tutaj nowym można z nudów powiesić się na sznurówce, dosłownie. Ciągłe szukanie sobie na siłę dodatkowego hobby nie należy do przyjemnych, czy ciekawych zajęć. Ostatnie trzy miesiące spędziłam na nieustannym tweet'owaniu. Pobijałam własne rekordy. Przychodziłam ze szkoły i pierwsze za co się brałam, to twitter. Zmieniałam wygląd profilu, wymyślałam przeróżne, w miarę wzbudzające uwagę tweety, czytałam 89537283728 fanfictions. Oderwałam się od rzeczywistego świata i nie widziałam w tym nic dziwnego, złego. W pewnym momencie pomyślałam "hej, ja przecież miałam pasję!". To był ten dzień, w którym z powrotem wyciągnęłam ołówki.
W pewnym sensie zapanowało to nad wszechogarniającą mnie chęcią, sięgnięcia po sznurówkę od trampka. Chciałam jeszcze jakoś zapełnić swój czas, więc postanowiłam biegać, w końcu się uaktywnić. Cóż... na postanowieniu się skończyło. Miałam też szansę pójść na zajęcia artystyczne do akademii, ale uznałam, że nie lubię, kiedy ktoś mi coś narzuca, więc to też sobie odpuściłam. Koleś od sportu w szkole zaproponował mi zajęcia z badmintona, ale uznałam, że hala jest za daleko, także... możecie sobie pomyśleć, że jestem jedną z najbardziej leniwych osób, egzystujących na Ziemi, ale to nieprawda!! Ja jestem tylko i wyłącznie aktywna inaczej.
Zapytacie pewnie, jak ma ci się nie nudzić, skoro tobie się nic nie chce?
I to jest... w sumie prawda. Ale kiedy zajrzeć w głąb mojej podświadomości, to dowiemy się, że ja najzwyczajniej w świecie, po prostu się cholernie boję. Boję się, że kiedy wejdę w środowisko Belgów, oni zaczną się ze mnie śmiać. Zaczną się śmiać z tego, że nie rozumiem wszystkiego, że nie potrafię mówić perfekcyjnie, że popełniam błędy. To mnie dobija, ten strach mnie paraliżuje. To mnie zżera od środka i nie potrafię nic z tym zrobić. Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałabym, żeby mi było wszystko jedno, żebym miała gdzieś to, że ludzie zobaczą, że nie jestem taka jak oni. Ale nie umiem.
czwartek, 23 stycznia 2014
Szkoła
W szkole językowej najtrudniejszy jest... uwaga... język! :D Jednak po 4 miesiącach nauki mogę śmiało powiedzieć, że jestem w stanie komunikować się z ludźmi. Jednak, żeby nas nie zanudzić do zajęć dochodzą:
- 2 godziny francuskiego (pon.)
- 2 godziny sportu (wt.)
- 2 godziny techniki (śr.)
- 2 godziny plastyki (śr.) + w środy mamy zajęcia tylko do 12.10
- 2 godziny religii (pi.)
Codziennie zaczynam o tej samej godzinie, czyli o 8.30 a kończę o 15.45 + w międzyczasie mam godzinną przerwę. Raczej nie narzekam :D
Na klasę OKAN składa się 14 osób:
- Angelika i Oliver, są ze Słowacji, mają 16 i 18 lat. Są w klasie najdłużej, prawie 2 lata, sądzę iż jest to trochę ZBYT długo.
- Siara i Fernando, Dominikańczycy, huhu, 16 i 15 lat. W OKAN są nieco ponad rok, ale chyba od przyszłego roku szkolnego idą do normalnej szkoły. Trochę zwariowani, naprawdę ich lubię.
- Ahmed, Marokkkko :D Ma 17 lat, z tego co mi wiadomo w klasie od lutego ubiegłego roku.
- Barlet i Belinda. Albańczycy, Barlet ma 18, a Belinda 17 lat. Są w OKAN chyba pół roku. Belinda była pierwszą osobą, z którą rozmawiałam. Chyba się lubimy.
- Robert natomiast jest z Węgier prawdopodobnie za dwa tygodnie znów tam wraca. Ma 17 lat, gra w drużynie football'owej. Jest fajny, serio, bardzo fajny.
- Ali i Ayesha (w sumie nie do końca wiem jak to się pisze xd). Ali ma 14/15, a jego siostra 12 lat. Pochodzą z Indii. Ali jest okay, ale druga A to taki mały lizus i rzep. Są w klasie tydzień krócej niż ja.
- Nadia ma 14/15 lat i jest z Syrii. Z tego co wiem kilka lat temu mieszkała już w Belgii, ale wróciła do swojego kraju i teraz znów tu przyjechała i jest w klasie chyba 2 miesiące. Jest strasznie dziecinna, w sensie ma pełno brokatowych naklejek z lalkami i takie tam.
- Kuba albo może Jakub. Tak, Polak, dresiarz, ma 15 czy tam 16 lat. Nie przepadam za nim, jest strasznie irytujący. Doszedł do klasy może z miesiąc temu.
- Sara jest z Syrii, tak jak Nadia, ma chyba z 16 lat. W klasie 2 tygodnie. Rozumiem, że ciężko jej mówić po niderlandzku, ale ona ciągle gada po arabsku, do w s z y s t k i c h. To dziwne, nawet bardzo.
W lutym będzie jeszcze jeden chłopak z Włoch, jejku, jaram się, haha xd
W szkole są oczywiście sprawdziany i zadania domowe, choć to drugie trochę rzadziej. Ostatnio mamy po dwa sprawdziany w tygodniu, cena dwóch nauczycieli języka. Dwóch nauczycieli → dwa tematy → dwa sprawdziany. Ze względu na to, że jestem już w nieco lepszej grupie, dostaję trudne testy, ale mimo wszystko da się przeżyć. Przed samymi świętami Bożego Narodzenia mieliśmy egzaminy: pisanie, czytanie, mówienie, praca w grupach i religia. Nie chwaląc się powiem, że poszły mi świetnie :D A od razu po świętach Wielkanocnych idziemy na staż do wybranej szkoły w naszym mieście, lub chyba, nie wiem, możemy wybrać coś spoza niego.
Cóż, sądzę, że to już wszystko o szkole, do napisania, bye :)
- 2 godziny francuskiego (pon.)
- 2 godziny sportu (wt.)
- 2 godziny techniki (śr.)
- 2 godziny plastyki (śr.) + w środy mamy zajęcia tylko do 12.10
- 2 godziny religii (pi.)
Codziennie zaczynam o tej samej godzinie, czyli o 8.30 a kończę o 15.45 + w międzyczasie mam godzinną przerwę. Raczej nie narzekam :D
Na klasę OKAN składa się 14 osób:
- Angelika i Oliver, są ze Słowacji, mają 16 i 18 lat. Są w klasie najdłużej, prawie 2 lata, sądzę iż jest to trochę ZBYT długo.
- Siara i Fernando, Dominikańczycy, huhu, 16 i 15 lat. W OKAN są nieco ponad rok, ale chyba od przyszłego roku szkolnego idą do normalnej szkoły. Trochę zwariowani, naprawdę ich lubię.
- Ahmed, Marokkkko :D Ma 17 lat, z tego co mi wiadomo w klasie od lutego ubiegłego roku.
- Barlet i Belinda. Albańczycy, Barlet ma 18, a Belinda 17 lat. Są w OKAN chyba pół roku. Belinda była pierwszą osobą, z którą rozmawiałam. Chyba się lubimy.
- Robert natomiast jest z Węgier prawdopodobnie za dwa tygodnie znów tam wraca. Ma 17 lat, gra w drużynie football'owej. Jest fajny, serio, bardzo fajny.
- Ali i Ayesha (w sumie nie do końca wiem jak to się pisze xd). Ali ma 14/15, a jego siostra 12 lat. Pochodzą z Indii. Ali jest okay, ale druga A to taki mały lizus i rzep. Są w klasie tydzień krócej niż ja.
- Nadia ma 14/15 lat i jest z Syrii. Z tego co wiem kilka lat temu mieszkała już w Belgii, ale wróciła do swojego kraju i teraz znów tu przyjechała i jest w klasie chyba 2 miesiące. Jest strasznie dziecinna, w sensie ma pełno brokatowych naklejek z lalkami i takie tam.
- Kuba albo może Jakub. Tak, Polak, dresiarz, ma 15 czy tam 16 lat. Nie przepadam za nim, jest strasznie irytujący. Doszedł do klasy może z miesiąc temu.
- Sara jest z Syrii, tak jak Nadia, ma chyba z 16 lat. W klasie 2 tygodnie. Rozumiem, że ciężko jej mówić po niderlandzku, ale ona ciągle gada po arabsku, do w s z y s t k i c h. To dziwne, nawet bardzo.
W lutym będzie jeszcze jeden chłopak z Włoch, jejku, jaram się, haha xd
W szkole są oczywiście sprawdziany i zadania domowe, choć to drugie trochę rzadziej. Ostatnio mamy po dwa sprawdziany w tygodniu, cena dwóch nauczycieli języka. Dwóch nauczycieli → dwa tematy → dwa sprawdziany. Ze względu na to, że jestem już w nieco lepszej grupie, dostaję trudne testy, ale mimo wszystko da się przeżyć. Przed samymi świętami Bożego Narodzenia mieliśmy egzaminy: pisanie, czytanie, mówienie, praca w grupach i religia. Nie chwaląc się powiem, że poszły mi świetnie :D A od razu po świętach Wielkanocnych idziemy na staż do wybranej szkoły w naszym mieście, lub chyba, nie wiem, możemy wybrać coś spoza niego.
Cóż, sądzę, że to już wszystko o szkole, do napisania, bye :)
środa, 22 stycznia 2014
Początek - to on był najtrudniejszy
Wszystko zaczęło się 4 miesiące temu.
4 miesiące temu moje życie wywróciło się do góry nogami.
Już trzy dni po przyjeździe czekał mnie pierwszy dzień szkoły. Belgijskiej szkoły.
Na moje szczęście trafiłam do szkoły dla emigrantów, choć w sumie powinnam powiedzieć, że jest to klasa dla emigrantów. Zanim przyjechałam zastanawiałam się, jak ktoś może nauczyć mnie obcego języka, nie znając tego mojego? Przekonałam się, że może i to całkiem nieźle :)
Pierwszy dzień był dla mnie tragedią. Co ja wygaduję?! CAŁY MIESIĄC BYŁ TRAGEDIĄ!! Miałam wrażenie, że każdy ciągle na mnie patrzy i obserwuje nawet najmniejszy ruch, czekając, aż zrobię coś źle.
Mogę śmiało rzec, że pierwszy miesiąc w OKAN był miesiącem milczenia.
Przez to, że musiałam rozstać się z przyjaciółmi, ekhm, poprawka - "przyjaciółmi", zamknęłam się na otaczających mnie ludzi. Wmawiałam sobie, że ich nienawidzę, tak naprawdę bojąc się, że znów się do kogoś przywiążę. Teraz, kiedy o tym pomyślę chce mi się płakać, jak mogłam być tak głupia? To są świetni ludzie, nawet jeżeli za miesiąc będę musiała się z nimi rozstać, to cholernie się cieszę, że ich poznałam! Przybliżyli mi różne religie, o których wcześniej nie miałam bladego pojęcia. Dzięki nim poznałam kulturę Bliskiego Wschodu i południowej Europy, a języki, które miałam szansę usłyszeć są jednymi z... hmm ciekawszych. To wszystko jest jak jakaś niesamowita przygoda! To cudowne uczucie brać udział w czymś takim.
Jeśli chodzi o język to nie jest tak źle, jak myślałam. Jeżeli zna się podstawę z angielskiego albo niemieckiego ten język to bajka. Dziś mogę (nie zbyt poprawnie, ale nie wymagajcie ode mnie zbyt wiele :D) rozmawiać ze znajomymi z klasy, a nawet z dzieciakami z Belgii. To naprawdę fajne poznawać osoby innych narodowości. Tutaj ludzie nie są tacy, jak w Polsce. Nie są nawet podobni. Są bardziej tolerancyjni. Osoby o ciemnej skórze, odmiennej religii, czy kulturze nie robią na nich żadnego wrażenia, są traktowani na równi z każdym innym człowiekiem. I wolę nie myśleć jak potraktowano by kogoś takiego w naszym kraju.
Z drugiej strony, każdy tu wygląda tak samo. Idealna fryzura, najmodniejsze ciuchy. Co z tego, że 20 osób ma zupełnie identyczne buty? Są modne, muszę je mieć! Spotkać tu dresa, punk'a, hipis'a, czy grunger'a to wręcz niemożliwość. Czuję, że nie pasuję tu z moimi niesfornymi włosami, podartymi jeans'ami i zdartymi glanami. Jestem inna. Cóż, przynajmniej w końcu nie należę do armii klonów, od której zawsze chciałam się oderwać.
Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam i ktoś może jeszcze zajrzy na mojego bloga :) Miłego dnia i do napisania ☺
4 miesiące temu moje życie wywróciło się do góry nogami.
Już trzy dni po przyjeździe czekał mnie pierwszy dzień szkoły. Belgijskiej szkoły.
Na moje szczęście trafiłam do szkoły dla emigrantów, choć w sumie powinnam powiedzieć, że jest to klasa dla emigrantów. Zanim przyjechałam zastanawiałam się, jak ktoś może nauczyć mnie obcego języka, nie znając tego mojego? Przekonałam się, że może i to całkiem nieźle :)
Pierwszy dzień był dla mnie tragedią. Co ja wygaduję?! CAŁY MIESIĄC BYŁ TRAGEDIĄ!! Miałam wrażenie, że każdy ciągle na mnie patrzy i obserwuje nawet najmniejszy ruch, czekając, aż zrobię coś źle.
Mogę śmiało rzec, że pierwszy miesiąc w OKAN był miesiącem milczenia.
Przez to, że musiałam rozstać się z przyjaciółmi, ekhm, poprawka - "przyjaciółmi", zamknęłam się na otaczających mnie ludzi. Wmawiałam sobie, że ich nienawidzę, tak naprawdę bojąc się, że znów się do kogoś przywiążę. Teraz, kiedy o tym pomyślę chce mi się płakać, jak mogłam być tak głupia? To są świetni ludzie, nawet jeżeli za miesiąc będę musiała się z nimi rozstać, to cholernie się cieszę, że ich poznałam! Przybliżyli mi różne religie, o których wcześniej nie miałam bladego pojęcia. Dzięki nim poznałam kulturę Bliskiego Wschodu i południowej Europy, a języki, które miałam szansę usłyszeć są jednymi z... hmm ciekawszych. To wszystko jest jak jakaś niesamowita przygoda! To cudowne uczucie brać udział w czymś takim.
Jeśli chodzi o język to nie jest tak źle, jak myślałam. Jeżeli zna się podstawę z angielskiego albo niemieckiego ten język to bajka. Dziś mogę (nie zbyt poprawnie, ale nie wymagajcie ode mnie zbyt wiele :D) rozmawiać ze znajomymi z klasy, a nawet z dzieciakami z Belgii. To naprawdę fajne poznawać osoby innych narodowości. Tutaj ludzie nie są tacy, jak w Polsce. Nie są nawet podobni. Są bardziej tolerancyjni. Osoby o ciemnej skórze, odmiennej religii, czy kulturze nie robią na nich żadnego wrażenia, są traktowani na równi z każdym innym człowiekiem. I wolę nie myśleć jak potraktowano by kogoś takiego w naszym kraju.
Z drugiej strony, każdy tu wygląda tak samo. Idealna fryzura, najmodniejsze ciuchy. Co z tego, że 20 osób ma zupełnie identyczne buty? Są modne, muszę je mieć! Spotkać tu dresa, punk'a, hipis'a, czy grunger'a to wręcz niemożliwość. Czuję, że nie pasuję tu z moimi niesfornymi włosami, podartymi jeans'ami i zdartymi glanami. Jestem inna. Cóż, przynajmniej w końcu nie należę do armii klonów, od której zawsze chciałam się oderwać.
Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam i ktoś może jeszcze zajrzy na mojego bloga :) Miłego dnia i do napisania ☺
Subskrybuj:
Posty (Atom)










.jpg)





.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
