Wszystko zaczęło się 4 miesiące temu.
4 miesiące temu moje życie wywróciło się do góry nogami.
Już trzy dni po przyjeździe czekał mnie pierwszy dzień szkoły. Belgijskiej szkoły.
Na moje szczęście trafiłam do szkoły dla emigrantów, choć w sumie powinnam powiedzieć, że jest to klasa dla emigrantów. Zanim przyjechałam zastanawiałam się, jak ktoś może nauczyć mnie obcego języka, nie znając tego mojego? Przekonałam się, że może i to całkiem nieźle :)
Pierwszy dzień był dla mnie tragedią. Co ja wygaduję?! CAŁY MIESIĄC BYŁ TRAGEDIĄ!! Miałam wrażenie, że każdy ciągle na mnie patrzy i obserwuje nawet najmniejszy ruch, czekając, aż zrobię coś źle.
Mogę śmiało rzec, że pierwszy miesiąc w OKAN był miesiącem milczenia.
Przez to, że musiałam rozstać się z przyjaciółmi, ekhm, poprawka - "przyjaciółmi", zamknęłam się na otaczających mnie ludzi. Wmawiałam sobie, że ich nienawidzę, tak naprawdę bojąc się, że znów się do kogoś przywiążę. Teraz, kiedy o tym pomyślę chce mi się płakać, jak mogłam być tak głupia? To są świetni ludzie, nawet jeżeli za miesiąc będę musiała się z nimi rozstać, to cholernie się cieszę, że ich poznałam! Przybliżyli mi różne religie, o których wcześniej nie miałam bladego pojęcia. Dzięki nim poznałam kulturę Bliskiego Wschodu i południowej Europy, a języki, które miałam szansę usłyszeć są jednymi z... hmm ciekawszych. To wszystko jest jak jakaś niesamowita przygoda! To cudowne uczucie brać udział w czymś takim.
Jeśli chodzi o język to nie jest tak źle, jak myślałam. Jeżeli zna się podstawę z angielskiego albo niemieckiego ten język to bajka. Dziś mogę (nie zbyt poprawnie, ale nie wymagajcie ode mnie zbyt wiele :D) rozmawiać ze znajomymi z klasy, a nawet z dzieciakami z Belgii. To naprawdę fajne poznawać osoby innych narodowości. Tutaj ludzie nie są tacy, jak w Polsce. Nie są nawet podobni. Są bardziej tolerancyjni. Osoby o ciemnej skórze, odmiennej religii, czy kulturze nie robią na nich żadnego wrażenia, są traktowani na równi z każdym innym człowiekiem. I wolę nie myśleć jak potraktowano by kogoś takiego w naszym kraju.
Z drugiej strony, każdy tu wygląda tak samo. Idealna fryzura, najmodniejsze ciuchy. Co z tego, że 20 osób ma zupełnie identyczne buty? Są modne, muszę je mieć! Spotkać tu dresa, punk'a, hipis'a, czy grunger'a to wręcz niemożliwość. Czuję, że nie pasuję tu z moimi niesfornymi włosami, podartymi jeans'ami i zdartymi glanami. Jestem inna. Cóż, przynajmniej w końcu nie należę do armii klonów, od której zawsze chciałam się oderwać.
Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam i ktoś może jeszcze zajrzy na mojego bloga :) Miłego dnia i do napisania ☺
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz