poniedziałek, 27 stycznia 2014

Zmiany?

Woah, dziś miałam pierwszą lekcję francuskiego. Było... huh... ciężko, haha. Do wszystkich, którzy mają zamiar zabrać się za ten język: NIE RÓBCIE TEGO!! UCIEKAJCIE, PÓKI MACIE CZAS!!!
Te cztery koty z klasy mają cholerne szczęście, że są jeszcze wolne od tego piekielnego monstrum. Zawsze sądziłam, że jest to piękny język i chciałam potrafić mówić po francusku, ale jak teraz o tym myślę, to odpuściłabym sobie tę przyjemność i pominęła etap nauki.

Dziś również postanowiłam zostać w szkole na przerwę obiadową. Postanowiłam, czyli mama powiedziała, że nie chce jej się tak wcześnie gotować obiadu, więc albo dostajemy kanapki do szkoły, albo nie jemy zupełnie nic. Raczej oczywiste co wybrałam. A więc powiem wam, że stołówka jest mega nudna i niefajnie jest obrywać papierkami po kanapkach w głowę od chłopaków z technikum... tsa.
Niestety, będę chyba musiała przywyknąć... Mamo, czemu przestałaś mnie kochać?

Jeżeli mam być szczera, to dzisiejszy dzień nie należał do tych, które warto zapamiętać. Szkoła jak szkoła. Trochę się pogadało, trochę popisało, podobijało. Och, a jak już jesteśmy przy gadaniu, to rozmawiałam z Belindą i chyba zacznę chodzić na fitness, tam tara ram!!! Jestem z siebie taka dumna, ach...  Akcja "Sport Na School" (sport po szkole) to jednak nie takie głupie wyjście. Nawet drogie nie jest, 30€ za 4 miesiące. Tylko mama musi teraz pogadać z tatą, także nie 'chyba' będę chodzić a fitness, tylko istnieje możliwość prawdopodobności, że będę chodzić na fitness. Ha ha ha, och tato...

Tak jak mówiłam, nudny dzień, myślę, że jutro będzie działo się trochę więcej, więc do napisania i miłego wieczoru :)
+a tu dorzucam piosenkę, którą może znacie, a jak nie, to na pewno polubicie ;)
Why'd You Only Call Me When You're High?

niedziela, 26 stycznia 2014

Co w BE?

Co można powiedzieć o Belgii? Pewnie jest to pod wieloma aspektami ciekawy i piękny kraj. Cudowne nadmorskie miasta, parlament EU w Brukseli, przepiękne zabytki. Można zachwycać się tym miejscem do woli, ale hej, czy zachwycamy się tym, że mamy Trójmiasto, Pałac Kultury czy Kościół Mariacki na co dzień? Haha, pozwólcie, że odpowiem, otóż N I E!! Nie zwracamy na to nawet najmniejszej uwagi!!
 
Będąc tutaj nowym można z nudów powiesić się na sznurówce, dosłownie. Ciągłe szukanie sobie na siłę dodatkowego hobby nie należy do przyjemnych, czy ciekawych zajęć. Ostatnie trzy miesiące spędziłam na nieustannym tweet'owaniu. Pobijałam własne rekordy. Przychodziłam ze szkoły i pierwsze za co się brałam, to twitter. Zmieniałam wygląd profilu, wymyślałam przeróżne, w miarę wzbudzające uwagę tweety, czytałam 89537283728 fanfictions. Oderwałam się od rzeczywistego świata i nie widziałam w tym nic dziwnego, złego. W pewnym momencie pomyślałam "hej, ja przecież miałam pasję!". To był ten dzień, w którym z powrotem wyciągnęłam ołówki. 
W pewnym sensie zapanowało to nad wszechogarniającą mnie chęcią, sięgnięcia po sznurówkę od trampka. Chciałam jeszcze jakoś zapełnić swój czas, więc postanowiłam biegać, w końcu się uaktywnić. Cóż... na postanowieniu się skończyło. Miałam też szansę pójść na zajęcia artystyczne do akademii, ale uznałam, że nie lubię, kiedy ktoś mi coś narzuca, więc to też sobie odpuściłam. Koleś od sportu w szkole zaproponował mi zajęcia z badmintona, ale uznałam, że hala jest za daleko, także... możecie sobie pomyśleć, że jestem jedną z najbardziej leniwych osób, egzystujących na Ziemi, ale to nieprawda!! Ja jestem tylko i wyłącznie aktywna inaczej. 

Zapytacie pewnie, jak ma ci się nie nudzić, skoro tobie się nic nie chce?  
I to jest... w sumie prawda. Ale kiedy zajrzeć w głąb mojej podświadomości, to dowiemy się, że ja najzwyczajniej w świecie, po prostu się cholernie boję. Boję się, że kiedy wejdę w środowisko Belgów, oni zaczną się ze mnie śmiać. Zaczną się śmiać z tego, że nie rozumiem wszystkiego, że nie potrafię mówić perfekcyjnie, że popełniam błędy. To mnie dobija, ten strach mnie paraliżuje. To mnie zżera od środka i nie potrafię nic z tym zrobić. Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałabym, żeby mi było wszystko jedno, żebym miała gdzieś to, że ludzie zobaczą, że nie jestem taka jak oni. Ale nie umiem. 

Tak więc siedzę w domu, staram się rysować, obżeram się do nieprzytomności, narzekając na to, że jestem za gruba i opisując swoje życie, takie nudne i zwykłe w internecie :D  

czwartek, 23 stycznia 2014

Szkoła

W szkole językowej najtrudniejszy jest... uwaga... język! :D Jednak po 4 miesiącach nauki mogę śmiało powiedzieć, że jestem w stanie komunikować się z ludźmi. Jednak, żeby nas nie zanudzić do zajęć dochodzą:
- 2 godziny francuskiego (pon.)
- 2 godziny sportu (wt.)
- 2 godziny techniki (śr.)
- 2 godziny plastyki (śr.) + w środy mamy zajęcia tylko do 12.10
- 2 godziny religii (pi.)
Codziennie zaczynam o tej samej godzinie, czyli o 8.30 a kończę o 15.45 + w międzyczasie mam godzinną przerwę. Raczej nie narzekam :D

Na klasę OKAN składa się 14 osób:
- Angelika i Oliver, są ze Słowacji, mają 16 i 18 lat. Są w klasie najdłużej, prawie 2 lata, sądzę iż jest to trochę ZBYT długo.
- Siara i Fernando, Dominikańczycy, huhu, 16 i 15 lat. W OKAN są nieco ponad rok, ale chyba od przyszłego roku szkolnego idą do normalnej szkoły. Trochę zwariowani, naprawdę ich lubię.
- Ahmed, Marokkkko :D Ma 17 lat, z tego co mi wiadomo w klasie od lutego ubiegłego roku.
- Barlet i Belinda. Albańczycy, Barlet ma 18, a Belinda 17 lat. Są w OKAN chyba pół roku. Belinda była pierwszą osobą, z którą rozmawiałam. Chyba się lubimy.
- Robert natomiast jest z Węgier prawdopodobnie za dwa tygodnie znów tam wraca. Ma 17 lat, gra w drużynie football'owej. Jest fajny, serio, bardzo fajny.
- Ali i Ayesha (w sumie nie do końca wiem jak to się pisze xd). Ali ma 14/15, a jego siostra 12 lat. Pochodzą z Indii. Ali jest okay, ale druga A to taki mały lizus i rzep. Są w klasie tydzień krócej niż ja.
- Nadia ma 14/15 lat i jest z Syrii. Z tego co wiem kilka lat temu mieszkała już w Belgii, ale wróciła do swojego kraju i teraz znów tu przyjechała i jest w klasie chyba 2 miesiące. Jest strasznie dziecinna, w sensie ma pełno brokatowych naklejek z lalkami i takie tam.
- Kuba albo może Jakub. Tak, Polak, dresiarz, ma 15 czy tam 16 lat. Nie przepadam za nim, jest strasznie irytujący. Doszedł do klasy może z miesiąc temu.
- Sara jest z Syrii, tak jak Nadia, ma chyba z 16 lat. W klasie 2 tygodnie. Rozumiem, że ciężko jej mówić po niderlandzku, ale ona ciągle gada po arabsku, do w s z y s t k i c h. To dziwne, nawet bardzo.
W lutym będzie jeszcze jeden chłopak z Włoch, jejku, jaram się, haha xd

W szkole są oczywiście sprawdziany i zadania domowe, choć to drugie trochę rzadziej. Ostatnio mamy po dwa sprawdziany w tygodniu, cena dwóch nauczycieli języka. Dwóch nauczycieli → dwa tematy → dwa sprawdziany. Ze względu na to, że jestem już w nieco lepszej grupie, dostaję trudne testy, ale mimo wszystko da się przeżyć. Przed samymi świętami Bożego Narodzenia mieliśmy egzaminy: pisanie, czytanie, mówienie, praca w grupach i religia. Nie chwaląc się powiem, że poszły mi świetnie :D A od razu po świętach Wielkanocnych idziemy na staż do wybranej szkoły w naszym mieście, lub chyba, nie wiem, możemy wybrać coś spoza niego.
Cóż, sądzę, że to już wszystko o szkole, do napisania, bye :)

środa, 22 stycznia 2014

Początek - to on był najtrudniejszy

Wszystko zaczęło się 4 miesiące temu.
4 miesiące temu moje życie wywróciło się do góry nogami.

Już trzy dni po przyjeździe czekał mnie pierwszy dzień szkoły. Belgijskiej szkoły.
Na moje szczęście trafiłam do szkoły dla emigrantów, choć w sumie powinnam powiedzieć, że jest to klasa dla emigrantów. Zanim przyjechałam zastanawiałam się, jak ktoś może nauczyć mnie obcego języka, nie znając tego mojego? Przekonałam się, że może i to całkiem nieźle :)

Pierwszy dzień był dla mnie tragedią. Co ja wygaduję?! CAŁY MIESIĄC BYŁ TRAGEDIĄ!! Miałam wrażenie, że każdy ciągle na mnie patrzy i obserwuje nawet najmniejszy ruch, czekając, aż zrobię coś źle.
Mogę śmiało rzec, że pierwszy miesiąc w OKAN był miesiącem milczenia.

Przez to, że musiałam rozstać się z przyjaciółmi, ekhm, poprawka - "przyjaciółmi", zamknęłam się na otaczających mnie ludzi. Wmawiałam sobie, że ich nienawidzę, tak naprawdę bojąc się, że znów się do kogoś przywiążę. Teraz, kiedy o tym pomyślę chce mi się płakać, jak mogłam być tak głupia? To są świetni ludzie, nawet jeżeli za miesiąc będę musiała się z nimi rozstać, to cholernie się cieszę, że ich poznałam! Przybliżyli mi różne religie, o których wcześniej nie miałam bladego pojęcia. Dzięki nim poznałam kulturę Bliskiego Wschodu i południowej Europy, a języki, które miałam szansę usłyszeć są jednymi z... hmm ciekawszych. To wszystko jest jak jakaś niesamowita przygoda! To cudowne uczucie brać udział w czymś takim.

Jeśli chodzi o język to nie jest tak źle, jak myślałam. Jeżeli zna się podstawę z angielskiego albo niemieckiego ten język to bajka. Dziś mogę (nie zbyt poprawnie, ale nie wymagajcie ode mnie zbyt wiele :D) rozmawiać ze znajomymi z klasy, a nawet z dzieciakami z Belgii. To naprawdę fajne poznawać osoby innych narodowości. Tutaj ludzie nie są tacy, jak w Polsce. Nie są nawet podobni. Są bardziej tolerancyjni. Osoby o ciemnej skórze, odmiennej religii, czy kulturze nie robią na nich żadnego wrażenia, są traktowani na równi z każdym innym człowiekiem. I wolę nie myśleć jak potraktowano by kogoś takiego w naszym kraju.

Z drugiej strony, każdy tu wygląda tak samo. Idealna fryzura, najmodniejsze ciuchy. Co z tego, że 20 osób ma zupełnie identyczne buty? Są modne, muszę je mieć! Spotkać tu dresa, punk'a, hipis'a, czy grunger'a to wręcz niemożliwość. Czuję, że nie pasuję tu z moimi niesfornymi włosami, podartymi jeans'ami i zdartymi glanami. Jestem inna. Cóż, przynajmniej w końcu nie należę do armii klonów, od której zawsze chciałam się oderwać.

Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam i ktoś może jeszcze zajrzy na mojego bloga :) Miłego dnia i do napisania ☺


wtorek, 21 stycznia 2014

Witajcie! :)

Hej! :)
Nazywam się Sara, mam 15 lat. Przez ostatnie miesiące moje życie baaaardzo się zmieniło. Nie mam zamiaru pisać kolejnego fanfiction, na które pewnie często się napotykacie. Chcę wam tylko nieco przybliżyć moją historię, pewnie jedną z wielu. Chcę wam przekazać, jak czuję się po przeprowadzce do innego kraju, jakie są tutejsze zwyczaje, jacy są ludzie i jak można poradzić sobie w tej nieco... nieprzyjemnej, hmm... raczej niezręcznej sytuacji. Czemu chcę wszystko napisać Wam? Muszę to wszystko z siebie w końcu wyrzucić, a pamiętnik chyba nie jest dla mnie.

Nie chcę Was zanudzić, przysięgam, że następne posty będą ciekawsze. Do napisania :)